Jeszcze dalej niż północ cz.1 – miasto ślubów

Na początek ważna informacja. Od dzisiaj wpisy na Blogu będą ukazywały się regularnie we wtorki i w piątki, także zapraszamy do regularnego odwiedzania Podróży nieDużych  (wiem, że dzisiaj nie jest wtorek, ale od piątku już zostanie zachowany porządek).

Już od dłuższego czasu w naszych głowach kołatała się myśl, żeby zobaczyć kilka miejsc na północ od naszego kraju. W międzyczasie odwiedziliśmy Litwę, ale brakowało nam czasu na to, żeby pojechać gdzieś dalej i zobaczyć więcej.

Pomysł

Pewnego dnia Aga zameldowała: „Dostanę tydzień wolnego w sierpniu, pojedźmy w jakieś super miejsce”. Zaczęliśmy intensywnie myśleć, co zaplanować żeby jak najlepiej wykorzystać te dni i chociaż trochę odpocząć. Pierwszy pomysł obejmował kraje bałtyckie, czyli Litwę, Łotwę i Estonię. Ale gdzieś tam z tyłu głowy Huberta było cały czas marzenie objechania Bałtyku dokoła. Najpierw uznaliśmy, że to trochę bez sensu jechać tak daleko w tak krótkim czasie, ale potem stwierdziliśmy, że przecież to jest to, co najbardziej lubimy i uznaliśmy, że to zrobimy. W międzyczasie stwierdziliśmy, że jeszcze do planu wycieczki dodamy sobie wioskę Świętego Mikołaja położoną na kole podbiegunowym, bo to w sumie niedaleko, a potem jeszcze Nordkapp, bo to już też dalej niż bliżej.

Łącznie plan przewidywał przejechanie około 6500 km w 9 dni. Przy okazji masa zwiedzania, chłonięcia widoków itp. To nie miała być sama jazda! Rozplanowaliśmy podróż uwzględniając dwie przeprawy promowe – nie mieliśmy za dużego wyboru ze względu na podróż z psem, ale o pływaniu po Bałtyku napiszemy coś więcej w oddzielnym wpisie.

Początek

Do wyprawy sporo się przygotowywaliśmy. Zakup jedzenia, przygotowanie samochodu do życia w środku, rezerwacja promów, załatwienie formalności związanych z Fiką u weterynarza itp. Myślę, że o tym kiedyś też coś napiszemy.

Ruszyliśmy z Warszawy w piątek po 15 kierując się prosto do Rygi. Oczywiście utknęliśmy w paru korkach, jak to w piątek wieczorem, ale już koło 1 w nocy udało nam się zadekować na całkiem przyjemnej stacyjce benzynowej nieopodal Rygi. Rano tylko śniadanko i wjechaliśmy do stolicy Łotwy.

Ryga

W Rydze przede wszystkim byliśmy za krótko i na 100% tam wrócimy. Jest to naprawdę wspaniałe, bardzo sympatyczne miasto z piękną starówką, normalnymi cenami i do tego ślicznie położone nad rzeką Dźwiną, która kawałek dalej wpada do Morza. W Rydze byliśmy w sobotę, co spowodowało, że prawie każdej uliczce można było spotkać parę młodą w pełnym ślubnym rynsztunku, albo elegancko poubieranych gości z bukietami kwiatów w rękach. Z pobieżnych obserwacji wynika nam, że tradycje związane z zawieraniem związków małżeńskich są tam bardzo zbliżone do naszych.

DSC06074

Przerwa na informacje praktyczne:

W Rydze parkingi są płatne – ale stosunkowo niedrogie. W samym centrum starówki jest strefa parkingowa A – trochę droższa, wszędzie indziej strefa B – znaczenie tańsza. W sobotę parkowanie też było płatne ale na szczęście bez problemu można płacić kartą.

Koniec przerwy na informacje praktyczne.

Co człowieka uderza w Rydze to przestrzeń, stosunkowy brak turystów i ogólnie niewielki ruch jak na centrum miasta. Miasto (przynajmniej w sobotę) nie jest zapełnione samochodami. Można spokojnie przejść sobie przez ulicę, czy pospacerować chodnikiem nie słuchając nieustającego huku pojazdów. Jedyne na co trzeba uważać to tramwaje, które nam wydają się dość szerokie. To za sprawą faktu, że rozstaw ich szyn jest o prawie 9 centymetrów szerszy niż u nas w Polsce – tzw. rozstaw rosyjski.

DSC06113

Zatopiliśmy się w uliczkach Rygi. Żałowaliśmy, że nie byliśmy akurat głodni, bo ryskie knajpki są naprawdę wspaniałe. Właściciele dokładają wiele starań do tego, aby miały w sobie jak najwiecej klimatu. Latem wystawiają i wieszają setki kwiatów na ogródkach, tak że zdają się one wręcz wypływać na ulicę i zapraszać do środka.

DSC06109

W Rydze znajduje się też pozostałość po Związku Radzieckim, czyli jeden z bliźniaków naszego Pałacu Kultury. Jest znacznie niższy i bardziej przysadzisty od naszej wersji, ale ogólny zarys jest bardzo podobny. Mieści się w nim Akademia Nauk Łotwy. Znajduje się on w pewnym oddaleniu od części turystycznej miasta, co dało nam wspaniałą okazję do zerknięcia na łotewski folklor. Przemierzyliśmy kilka uliczek, przeszliśmy przez ogromne  tętniące życiem i kolorami targowisko miejskie. Ogólnie Ryga nie wygląda na bardzo zadbaną czy wyremontowaną, ale jest tam naprawdę czysto. Śmieci są wyrzucone do śmietników, a uliczki pozamiatane. Przyjemnie 🙂

DSC06101

Do samochodu wróciliśmy spacerując promenadą biegnącą wzdłuż rzeki Dźwiny. Korzystając z okazji, że wróciliśmy do auta wcześniej niż koniec czasu na bilecie parkingowym posnuliśmy się jeszcze po okolicznych parkach i uliczkach. Odkryliśmy pomnik detektywa Rutkowskiego (tak naprawdę Kārlisa Ulmanisa) oraz trafiliśmy na święto łódkowo-średniowieczno-rzeczne, którego obchody odbywały się w okolicy historycznej fosy miejskiej. Były gry i zabawy, ludzie poprzebierani w stroje z epoki i różne zawody związane z pływaniem kajakami i łódkami po rzece. Wszystko robiło bardzo pozytywne wrażenie.

DSC06104

Potem zapakowaliśmy się do busa i ruszyliśmy dalej na północ… ale o tym w kolejnej części 🙂

Na koniec zapraszamy do obejrzenia dodatkowych zdjęć z Rygi. Nie brakuje klimatów motoryzacyjnych – różnych.

 

4 myśli na temat “Jeszcze dalej niż północ cz.1 – miasto ślubów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s