Zimowe południe

Północne Włochy, Południowa Francja, Północna Hiszpania. Kto jeździ tam zimą? „A po co? Przecież nie poleżę wtedy na plaży.” No właśnie, dlatego my się tam wybraliśmy. Właśnie zimą. W grudniu, w okresie świątecznym. Spakowaliśmy dwie małe walizki, wsiedliśmy do naszego 25-letniego roadstera i ruszyliśmy na południe. Och, co to była za podróż!

DSC07293 - Kopia
Lazurowe Wybrzeże – punkt widokowy przy drodze

Pierwszy dłuższy postój zrobiliśmy w Wenecji. Było całkiem ciepło, bardzo słonecznie i nie było tłumów. Uwierzycie? Ilość ludzi jak w typowym mieście, czyli mijaliśmy się, ale też spokojnie mogliśmy chodzić, kręcić się i robić zdjęcia. Było cudownie i przepięknie!

DSC07274 - Kopia
Wenecja

Z Wenecji przejechaliśmy do położonej obok Padwy. Nazwa znana, więc stwierdziliśmy, że warto. Niestety poza uniwersytetem nie ma tam nic ciekawego. Miasteczko jak miasteczko. Szybko je opuściliśmy.

Naszym celem było dojechanie do wybrzeża i przejazd wzdłuż niego aż do Hiszpanii, dlatego zatrzymaliśmy się w najbliższym mieście nad wodą – Genui. Na samą myśl przechodzą nas ciarki. Zapamiętaliśmy stamtąd przede wszystkim nasz hotel. Wyglądał jakby czas zatrzymał się tam jakieś 40 lat temu! Oczywiście po angielsku nikt nic nie mówił, więc wszyscy musieliśmy nieźle się wysilić, żeby cokolwiek ustalić. W hotelu panował niezły klimat, wszystko stare, schody skrzypiące, fotel w pokoju rodem z PRL, dłuuuga łazienka i niedziałające kontakty. A na wykupione śniadanie przed dniem pełnym wrażeń mały rogalik i kawa. Później się do tego przyzwyczailiśmy, ale tego ranka mieliśmy niezłe zdziwko 😉 Od momentu wejścia do hotelu, pragnęliśmy jak najszybciej z niego wyjść.

DSC07279 - Kopia
Polacy są wszędzie (Wenecja)

Na szczęście na kolejny dzień mieliśmy już zaplanowaną Francję. Straaasznie nam się spodobało jej południowe wybrzeże. Nicea, Cannes, Tulon, Marsylia, och, ach! Do tego odwiedziny u żandarma z Saint Tropez. Wspaniałe miejsca. Miasta były pięknie przystrojone z okazji świąt. Naprawdę ciekawe połączenie zimowych ozdób z ciepłym klimatem i typową dla niego roślinnością. A między miasteczkami kręte drogi nad wybrzeżem, dające możliwość podziwiania widoków i cieszenia się z bycia właśnie w tym miejscu. Serio, nie dało się przestać patrzeć na błękitną wodę i odbijające się w niej promienie słońca. Po drodze można zatrzymać się w jakimś malutkim miateczku i napić pysznej kawy w kawiarni przy brzegu morza. Wygrzewasz się wtedy w porannym słońcu, kurtka leży obok, pijesz łyk rewelacyjnej kawy, mrużysz oczy, bo odbijające się od morza słońca oślepia Cię blaskiem. I myślisz o tym, że w tej chwili mogłaś lub mogłeś  siedzieć w swetrze w małym zimnym mieszkaniu w Polsce i patrzeć przez okno na szaro-brunatną pluchę. A jednak jesteś gdzieś indziej. Na Lazurowym Wybrzeżu. Oj tak, polecamy!

DSC07319 - Kopia
Sztuczne lodowisko w jednym z francuskich miasteczek
DSC07289 - Kopia
Typowy widok z drogi

Później nadeszła kolej na Montpellier, Carcassonne, Parpignan. Do Carcassonne pojechaliśmy żeby obejrzeć słynny średniowieczny gród. W sumie nic specjalnego, ale znane miejsce zaliczone 😉 Dużo ludzi nawet zimą.

Przejazd przez Francję jest dla nas nie do opisania. Zakochaliśmy się w zimowym Lazurowym Wybrzeżu. Dalsza część wybrzeża nie jest aż tak urokliwa, ale przy granicy z Hiszpanią znów robi się pięknie. Przebywanie tam dodało nam dużo energii i przykleiło uśmiechy na twarze.

DSC07321 - Kopia
Lloret de Mar

Skierowaliśmy się w stronę większego ciepła – Hiszpanii. Okazało się jednak, że nie jest ona już tak malownicza jak Francja. Klimat jest ostrzejszy, więc roślinność też wyrosła dość specyficzna. Drogi jednak genialne do przejażdżek sportowym autem. Aż nie chce się zatrzymywać. Przez Gironę dojechaliśmy do Barcelony. A w niej tłumy. I Sagrada Familia w budowie 😉 Połaziliśmy, zajrzeliśmy w różne zakamarki, nacieszyliśmy się nowym miejscem i odjechaliśmy. Nie zachwyciła nas ta stolica. Woleliśmy wrócić do Francji.

Po drodze nadarzyła się okazja przejechania przez Andorę. Bardzo chcieliśmy zobaczyć to miejsce, do którego nigdy nie jest po drodze. Wprawdzie utknęliśmy w korku, ale fajnie było odwiedzić nowe, nietypowe miejsce. Ludzie przyjeżdżają tam głównie na narty albo na zakupy. Trzeba liczyć się z kontrolą i pytaniem czy nie przewozi się dużo alkoholu lub papierosów. Przy granicy Andory i Francji są genialne stoki, musimy się tam kiedyś wybrać na narty.

Na sam koniec dotarliśmy do Tuluzy. Robiliśmy sobie z nią spore nadzieje, ale to jednak nie to. Można połazić chwilę i tyle. Może to i dobrze, bo i tak nie mieliśmy dużo czasu. Musieliśmy wracać do domu, do pracy, do codzienności.

DSC07255 - Kopia
Ostrzeżenie

Podsumowując ten nieco przydługi, choć przecież mocno streszczony wpis, Wenecja i Lazurowe Wybrzeże zimą to obowiązkowy punkt, coś co na pewno zobaczymy jeszcze nie raz. Barcelona jak najbardziej na tak, ale dla miłośników Hiszpanii, do których my nie należymy. Pozostałe miejsca do zobaczenia jeden raz i wystarczy. Ale może ktoś inny ma inne wrażenia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s