Wyspy Kanaryjskie cz. 5 – La Palma – isla bonita

Wylądowaliśmy na La Palmie. Może nie dosłownie, bo dobiliśmy promem do brzegu i wyjechaliśmy na wyspę samochodem, ale słowo „lądowanie” dobrze opisuje nasz stosunek do tej wyspy. Wiedzieliśmy, że jest malownicza, wiedzieliśmy że wiele osób ją uwielbia i uważa za najwspanialszą na Kanarach. Do tego przez tak długi czas nie mogliśmy się na nią dostać. Była dla nas jak tajemnicza ziemia obiecana. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale już wtedy było nam przykro, że jeden dzień na La Palmie został nam zabrany przez awarię promu.

Jak wiecie z poprzedniego wpisu, podwiezienie do miejsca naszego noclegu zaoferował nam Julio – Hiszpan. Jak sam twierdził, nie był zbyt dobry w jeżdżeniu po górskich serpentynach, szczególnie w nocy. A trzeba pamiętać, że noce na La Palmie są bardzo ciemne. Jest tam rezerwat czystego nieba. Wyspa nie może emitować więcej światła niż zostało określone to w przepisach. Dlatego też w wielu miejscach nie ma latarni, a tam gdzie są ich światło skierowane jest jedynie w dół, a jego barwa jest żółta. To wszystko po to, żeby stworzyć jak najlepsze warunki do funkcjonowania obserwatoriów astronomicznych, których na La Palmie jest kilka. Wyspa jest bardzo popularnym kierunkiem turystyki gwiazdowej, zarówno wśród obserwatorów amatorów, jak i naukowców.

Niespiesznym tempem pokonaliśmy pasmo górskie na środku wyspy. Żeby upewnić się, że zawiezie nas w odpowiednie miejsce, Julio obudził swoją przyjaciółkę Tamarę, która lepiej znała okolicę. Zaprowadziła nas prosto do miejsca noclegu. Gospodyni – Yvone przyjęła nas z otwartymi rękami – pomimo późnej pory. Rano okazało się, że miejsce w którym mieszkamy jest dość osobliwe.

DSCN1267

Znajdowaliśmy się na wzgórzach nad miejscowością Puerto Naos. Okazało się, że to co na mapie wydawało się nieco ponad kilometrowym spacerem do miasteczka w rzeczywistości wymaga również pokonania ponad 300 metrowej różnicy poziomów. Sama noclegownia otocznona była plantacjami bananów – niestety przykryte były ochronnymi siatkami – taka specyfika zachodniej strony wyspy. Miejsce w którym się zatrzymaliśmy nosiło nazwę Amigos de Naturaleza. Składało się z klilku domków. My mieliśmy swój własny, prywatny, z widokiem na morze. U Gospodyni – Yvone stale gościło paru znajomych, w tym Włoch, który dużo nam opowiadał o swoim życiu i podróżach. Polska kojarzyła mu się głównie z Cinkciarzami, których spotkał kiedyś na Ukrainie. Yvone pierwszego ranka poczęstowała nas pyszną włoską kawą, a dzień później po powrocie z wycieńczającej wycieczki w góry dostaliśmy po puszce zimnego piwa. Nigdy piwo „argus” nie smakowało tak dobrze 😉

DSCN1266

Na początku postanowiliśmy odwiedzić miasteczko Puerto Naos, ponieważ było najbliżej, a my potrzebowaliśmy prowiantu. Okazało się, że akurat tego dnia odbywa się tam Triatlon. Uczestnicy pływali w morzu, jeździli na rowerach i biegali po uliczkach. Większość mieszkańców była aktywnie zaangażowana w kibicowanie. Okazało się, że w Hiszpanii to bardzo popularna dyscyplina sportu. Okazało się też, że Puerto Naos, to w dużej mierze niemiecki dom starców. Większość apartamentowców została wykupiona przez Niemców wiele lat temu. Przeprowadzają się oni tam sukcesywnie, przechodząc na emeryturę. Po uświadomieniu sobie, jak daleko mamy z Puerto Naos do miejsca noclegu, zrobiliśmy duże zakupy i wtargaliśmy je na wzgórze. W nocy chcieliśmy obserwować gwiazdy, ale niestety najpierw świecił księżyc, a potem naszły chmury.

DSCN1261

Następnego dnia postanowiliśmy udać się w górę od naszego miejsca zamieszkania. Liczyliśmy na to, że uda nam się wejść do parku narodowego i przejść chociaż kawałek górskich szlaków. Okazało się jednak, że różnice poziomów są tak duże, a nasza kondycja tak słaba, że doszliśmy jedynie do stóp parku. Odwiedziliśmy za to miejscowość Icod de los Vinos, w której znajduje się piękny park – ogród z mozaikami i muzeum wina – tego dnia zamknięte.

DSCN1268

Kolejnego dnia mieliśmy przetransportować się do Santa Cruz de La Palma. Postanowiliśmy, że przy okazji odwiedzimy południowy kraniec wyspy, wraz z najsłynniejszym wulkanem. Złapaliśmy więc autobus do miejscowości przesiadkowej Los Llanos, a następnie drugi autobus na południe. Tutaj warto powiedzieć o tym, że ceny autobusów na LaPalmie są zawsze takie same, niezależnie ile przystnaków zamierzamy przejechać. Co ciekawe na niektórych przystankach można znaleźć wywieszony schemat linii autobusowych. Ale nie ma go nigdzie w wersji drukowanej. Na szczęście jakiś Niemiec zrobił mu zdjęcie i wrzucił w dobrej jakości w PDF. Trzeba też dobrze orientować się (jak na każdej wyspie) na jakim przystanku chcemy wysiąść i gdzie on się konkretnie znajduje. Nam pomagało śledzenie ruchu autobusu na mapach google. Większość przystanków jest na żądanie, a część z nich w ogóle nie jest oznakowanych żadnymi tablicami. A już na pewno większość nie posiada szyldów z nazwami, dlatego ciężko zorientować się, ile przystanków już minęliśmy, a ile jeszcze pozostało. Dla lokalnych mieszkańców, którzy często są zaprzyjaźnieni z kierowcą autobus może zatrzymać się w dowolnym miejscu.

Na południu na szczęście mieliśmy plan dostać się do miejscowości Fuencaliente. Jest to spora wioska, z centrum turystyczno – wizytacyjnym, dlatego łatwo wyhaczyć w którym miejscu należy wysiąść z autobusu (uprzednio klikając przycisk parada solicitada – przystanek na żądanie). W samej miejscowości znajduje wulkan San Antonio, leżący na terenie kompleksu turystycznego. Wejście płatne, w cenie można przejść się po krawędzi krateru, dojść na punkt widokowy, z którego roztacza się piękna panorama wyspy i oceanu. Przy dobrej widoczności widać też El Hierro i La Gomerę. Na miejscu jest też budynek z knajpką i wystawą dotyczącą aktywności wulkanicznej na Kanarach. Także warto za wstęp zapłacić te parę euro.

Obok wejścia na teren, znajduje się początek szlaku, którym można dojść do Faro de Fuencaliente. Latarni morskiej i kopalni soli położonych około 5 kilometrów na południe od samej miejscowości. Szlak jest fragmentem Ruta de los volcanes, czyli szlaku wulkanów, biegnącego przez wiele kilometrów, przez środek południowej części wyspy. Na cały szlak należy zostawić sobie cały dzień. Trasa z Fuencaliente do Faro de Fuencaliente prowadzi cały czas w dół. Wije się pośród skał i wygasłych kraterów. Klimat jest iście księżycowy, a widoki przepiękne. Wielkie wulkaniczne kamienie i kawałki zastygłej magmy leżą wokół ścieżki. Różnorodność barw jest wręcz niesamowita. Mamy trochę zielonej roślinności, błękitne niebo i morze, skały od czerwieni przez brązy, szarości, aż po prawie białe piaskowce – tego nie da oddać się na żadnych zdjęciach. Trzeba tam po prostu pojechać.

Samo Faro, to w tej chwili dwie latarnie morskie:  stara, w której podstawie znajduje się muzeum (nie zawsze czynne) i nowa – pomalowana w biało czerwone pasy. Do tego znajduje się tam plaża, kilka domków rybackich i wytwórnia soli. Można poczuć się tam jak na końcu świata. Parę razy dziennie kursuje tam autobus. Skorzystaliśmy z ostatniego kursu, żeby wrócić do Fuencaliente przed ostatnim autobusem do Santa Cruz.

W samej stolicy wyspy szybko odnaleźliśmy nasze miejsce noclegu. Pension La Cubana znajduje się przy głównym deptaku. Prowadzony przez bardzo sympatyczną panią, nie powala standardem, ale jest czysty i schludny. Do tego oferuje masę dodatkowych usług jak pranie, kuchnia, herbata, darmowe ręczniki na plażę itd. Ciekawostką jest fakt, że mieliśmy wybór: albo pokój z podwójnym łóżkiem, albo z oknem. Na szczęście brak okna nie był permanentny, w drzwiach były małe okienka, a same drzwi wychodziły na coś w rodzaju patio.

Samo Santa Cruz zachwyca. Jest niczym północne miasteczko przeniesione w ciepły klimat. Eleganckie, czyste, schludne. Mieszkańcy wychodząc z psami na spacer biorą ze sobą butelki z wodą i detergentem. Jak pies obsika cokolwiek, to prędko to spłukują, żeby nie pojawiały się nieprzyjemne zapachy. Przy głównej uliczce są też liczne sklepy, przede wszystkim odzieżowe. Aga uważa, że aż chce się tam pojechać na zakupy, bo witryny są eleganckie, a ubrania ładne i mimalistyczne. W Santa Cruz jest też całkiem spora plaża miejska i replika statku Kolumba stojąca na jednym z miejskich placów.

DSCN1278

Korzystając z ostatniego dnia na La Palmie chcieliśmy zerknąć jeszcze na północną część wyspy. Jako cel obraliśmy sobie naturalne baseny ze słoną wodą La Fajana. Wsiedliśmy w odpowiedni autobus i… nie dojechaliśmy do celu. Męska część naszej wycieczki niestety zrobiła się zielona, potem biała i pod groźbą rychłego zwrotu śniadania wysiedliśmy gdzieś w trakcie. Okazało się jednak, że w okolicy znajdują się inne naturalne baseny – Charco Azul. Wystarczyło przejść 1,5 kilometra. Oczywiście różnica poziomów wyniosła – jak to na La Palmie bywa jakieś 4 kilometry. Dotarliśmy na miejsce. Mała miejscowość z portem, ciemną wulkaniczną plażą i właśnie rzeczonymi basenami. Panował na nich tłok, zgiełk, ludzie leżeli na ręcznikach ułożonych na twardych kamieniach i każdy polował na miejsce pod jedną z 3 słomianych parasolek. A, no i woda śmierdziała. Przenieślibyśmy się na plażę, ale w okolicach południa czarny piasek nadaje się do smażenia jajecznicy, a nie spokojnego wypoczynku. Z basenów wróciliśmy do pobliskiej miejscowości również na piechotę. Droga biegła malowniczo przez plantacje bananów. Tutaj warto powiedzieć, że po wschodniej stronie wyspy bananowce nie są przykryte siatkami, tworzy się więc dużo bardziej zielony i egzotyczny klimat. Oczywiście pokonanie 10 kilometrowej różnicy poziomów w górę wycisnęło z nas i siódme i dziesiąte, a może nawet dwunaste poty. Ostatecznie jednak dotarliśmy cało na przystanek, zaopatrzyliśmy się w zimne napoje i w jednym kawałku (o dziwo) dojechaliśmy z powrotem do Santa Cruz. Trochę żałowaliśmy, że już tej samej nocy o 3:00 mamy prom na kolejną wyspę – La Gomerę. Stolica La Palmy to naprawdę przyjemne miejsce, żeby sobie trochę pobyć, poodpoczywać i pożyć tamtejszym życiem.

 

O pełnej przygód podróży na La Palmę przyczytacie tutaj: Wyspy Kanaryjskie cz. 4 – Przygoda na promie

Następna wyspa: Wyspy Kanaryjskie cz. 6 – La Gomera

2 myśli na temat “Wyspy Kanaryjskie cz. 5 – La Palma – isla bonita

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s