Wyspy Kanaryjskie cz. 6 – La Gomera

Dotarliśmy na La Gomerę promem z La Palmy. W stolicy – San Sebastian de La Gomera byliśmy ok. 7:00 rano. Było jeszcze ciemno! Poczekaliśmy więc w portowej poczekalni na pierwsze promienie słońca i ruszyliśmy na podbój miasta. Po chwili okazało się jednak, że nie specjalnie mamy co podbijać. San Sebastian to urokliwe, malutkie miasteczko. Ma bardzo ładny pas wzdłuż wody – nieduża plaża, chodnik pełniący rolę deptaka, trochę roślinności. Pozostała część to raptem kilka uliczek, przy których stoją zwykłe, niczym niewyróżniające się kamienice, jakiś wiejski sklepik, trochę większy market. I tyle. Jest też park z alejkami i trawą. Po przejściu przez niego byliśmy już właściwie na pętli autobusowej, z której planowaliśmy pojechać dalej. Do odjazdu autobusu mieliśmy na tyle długą chwilę, że przemierzyliśmy stolicę wyspy w tę i z powrotem trzy razy, kupiliśmy prowiant na dalszą drogę, posiedzieliśmy na przystanku i w końcu ruszyliśmy w dalszą podróż – na zachodnią stronę wyspy.

Autobus, a właściwie autokar, który wybraliśmy jeździł przez środek wyspy. Z San Sebastian do położonego na zachodnim wybrzeżu Valle Gran Rey jest trochę ponad 50km. Oczywiście droga nie idzie prosto tylko wije się jak może, a to ze względu na góry wypełniające cały środek wyspy. Jechaliśmy więc slalomem przez ponad 2 godziny. Hubert bardzo szybko miał dość, ale dzielnie dotrwał do końca. A było warto przeżyć taki przejazd. Krótko po wyjechaniu z San Sebastian wjechaliśmy w strefę gór. Jechaliśmy coraz wyżej i wyżej. Zaczęły nas otaczać już tylko drzewa (taka mini dżungla), a na krętej, wąskiej drodze tylko czasem mijaliśmy jakiś pojazd. Temperatura była coraz niższa, wilgoć coraz wyższa. Patrząc przez okno odnosiliśmy wrażenie jakbyśmy wjeżdżali do jakiejś magicznej krainy. Na pewnej wysokości pojawiła się mżawka obecna tam bez przerwy. Później zaczęło robić się biało z powodu mgły. Było jej coraz więcej, aż w końcu ledwo można było zauważyć mijane drzewo, z kompletnie mokrymi liśćmi. Takie otoczenie towarzyszyło nam przez większość drogi. Później dowiedzieliśmy się, że ta dżungla to Parque Nacional de Garajonay. Stanowi on ok. 10% powierzchni wyspy. Nazwa pochodzi od wzgórza Garajonay – najwyższego punktu La Gomery. W końcu zaczęliśmy jednak zjeżdżać niżej, aby ostatecznie dotrzeć na wybrzeże. A tam było już gorąco i słonecznie – zupełnie inny świat, typowy dla Kanarów.

Wysiedliśmy z autobusu, założyliśmy plecaki na plecy i rozpoczęliśmy pierwszy spacer. Po kilku minutach stwierdziliśmy, że: 1. Jest niesamowicie gorąco i nie mamy siły łazić z plecakami w takich warunkach, 2. Valle Gran Rey to jakaś dziura i nie ma co tu robić. Poza tym dopadało nas już porządne zmęczenie spowodowane nieprzespaną nocą. No… bez szału.

DSCN1281

Po chwili namysłu spędzonej na murku przy małej miejskiej plaży postanowiliśmy co dalej. Zdecydowaliśmy się wypożyczyć samochód. Taka opcja nie była wcześniej brana pod uwagę, ale teraz okazała się najlepsza z kilku powodów. W samym Valle Gran Rey nie było co robić, więc trzeba było zwiedzić inne części wyspy. Cała wyspa to góry (zaczynając od krawędzi miasteczek nad wodą), więc pieszo nie dotarlibyśmy do położonego kilka kilometrów dalej mieszkania, które zarezerwowaliśmy. Pieszo nie dotarlibyśmy właściwie nigdzie. Nikt tam nie chodzi pieszo. Komunikacja autobusowa była wyjątkowo słaba – jeździło kilka autobusów dziennie i były strasznie drogie. Do tego upał był niesamowity i zaczęliśmy marzyć o jakiejkolwiek możliwości schłodzenia. Wyżej z kolei było zimno i ciągle padało, więc będąc tam później nie chcieliśmy wysiadać z samochodu nawet na chwilę. Generalnie decyzja o wypożyczeniu samochodu (jeśli można tak nazwać to, czym jeździliśmy) była bardzo dobra w tej sytuacji. Choć tak naprawdę trochę żałowaliśmy, że zaplanowaliśmy prawie 3 dni na tej wyspie, bo spokojnie wystarczyłaby jednodniowa wycieczka.

No dobra, ale to, że decyzja została podjęta było raptem pierwszym krokiem. Potem zaczęliśmy szukać wypożyczalni i sprawdzać ceny. Wtedy zaczęła się sjesta, która trwała kolejne 3 godziny. Gdy sjesta się skończyła, a my z zakupami czekaliśmy przy jednej z wypożyczalni (która miała najniższe ceny), okazało się, że nikt nie przyszedł otworzyć tego punktu usługowego. Zebraliśmy więc nasze rzeczy i ledwo zipiąc poszliśmy do innej wypożyczalni, bardziej profesjonalnej i tam dopełniliśmy formalności. Wsiedliśmy do naszej nowej wypasionej Dacii Sandero z super silnikiem 0,9l idealnym na górskie drogi, z przyjemnymi w dotyku fotelami i innymi gadżetami, i ruszyliśmy. Chwilę później byliśmy już w położonej niemalże pionowo wiosce, odebraliśmy z knajpy klucze i dotarliśmy do lokum. Przyjemnie nas zaskoczyło, bo był to spory apartament z kuchnią i oddzielną sypialnią. Przynajmniej to na La Gomerze było przytulne. Za oknem było już zimno i wietrznie. Tego wieczoru zrobiło się trochę smutno. Adze było bardzo smutno. Bo tam wszędzie było tak zimno, deszczowo, wietrznie. Zupełnie jak w Polsce. A miało być inaczej. Kanary miały być ciepłe i słoneczne all the time.

26196812_1561935697186936_1275483901_n

No dobra, ale kolejny dzień trzeba było jakoś wykorzystać. Wsiedliśmy więc w auto i pojechaliśmy w góry. Objechaliśmy te wszystkie tajemnicze zakamarki spowite mgłą. Trochę połaziliśmy po niezbyt wysokich wzniesieniach, zobaczyliśmy jakiś mały wodospad i parę ciekawych roślin. Mijaliśmy trochę ludzi, którzy nastawiali się na dłuższe, górskie wędrówki. Na pewno warto tego spróbować. My niestety nie mieliśmy ze sobą odpowiednich butów, więc woleliśmy nie ryzykować. Pozostaliśmy przy bardziej dostępnych miejscach.

Trzeciego dnia na wyspie odstawiliśmy samochód, wsiedliśmy do autobusu, przejechaliśmy po raz kolejny przez góry i spędziliśmy dłuższą chwilę w San Sebastian. Wsiedliśmy na prom i ruszyliśmy na Teneryfę. Po doświadczeniach ostatnich dni zupełnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Cieszyliśmy się jednak, że zobaczyliśmy tajemniczą La Gomerę oraz, że już opuszczamy tę dziwną wyspę. Rozpoczynała się właśnie kolejna część naszej podróży!

 

Następny wpis: Wyspy Kanaryjskie cz. 7 – Teneryfa

Wcześniejszy wpis: Wyspy Kanaryjskie cz. 5 – La Palma – isla bonita

2 myśli na temat “Wyspy Kanaryjskie cz. 6 – La Gomera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s