Wyspy Kanaryjskie cz. 8 – Gran Canaria

Dotarcie na Gran Canarię oznaczało szybko zbliżający się koniec podróży. Czuliśmy już te ostatnie chwile i z jednej strony było nam smutno, ale z drugiej, po prawie 4 tygodniach na wakacjach, zaczynaliśmy tęsknić za własnym mieszkankiem. Bez względu na wszystko, chcieliśmy dobrze wykorzystać te ostatnie dwa dni na Wyspach Kanaryjskich.

Prom zatrzymał się w porcie na obrzeżach Las Palmas (stolicy wyspy). Przyzwyczajeni do chodzenia i tym razem zdecydowaliśmy się na spacer zamiast szukania autobusu. Chwilę nam zajęła ta piesza wycieczka, ale ostatecznie dotarliśmy do głównej części miasta. Warto tutaj wspomnieć, że Las Palmas to miasto, nad którym wiecznie znajdują się chmury. Podobno specjalnie zostało zbudowane w tym miejscu. Pozostała część wyspy nie ma takiego naturalnego zabezpieczenia przed słońcem i w czasie upałów ciężko tam wytrzymać. W tym mieście można natomiast normalnie funkcjonować bez względu na promienie słoneczne. Choć wiąże się to także z niższymi temperaturami przez cały rok, co nie zawsze jest pożądane przez turystów.

las-palmas-1019265_1280

Żeby dotrzeć do hotelu musieliśmy przejść przez centrum, następnie spory kawałek wzdłuż  długiej plaży (o której za chwilę), potem wejść w ciemną uliczkę, odnaleźć wąskie drzwi i… byliśmy na miejscu. Wchodząc do środka przenieśliśmy się kilkadziesiąt lat wstecz. Nie był to jednak klimatyczny hotelik. Było brzydko i brudno. Zastanawialiśmy się czy zostać czy uciec. Ostatecznie stwierdziliśmy, że jeszcze jedną budżetową noc przeżyjemy. Zostawiliśmy rzeczy i poszliśmy nad wodę – kolacja na plaży i spacer deptakiem miały trwać tak długo, aż padnięci zdecydujemy się iść spać i nie będzie nam przeszkadzał hotelowy wystrój. Wieczór rzeczywiście był bardzo przyjemny. Playa De Las Canteras okazała się być niezbyt szeroką, ale za to bardzo długą plażą. Wzdłuż niej ciągnął się deptak, przy którym do późnej nocy przesiadywali w knajpach mieszkańcy i turyści. Z placyku na jednym krańcu deptaka widać było światła miasta. Na drugim krańcu teren wykorzystano na zbudowanie miejskich siłowni i placu zabaw. Były to przy okazji tyły wielkich i pięknych budynków. Po ich drugiej stronie z kolei, biegła jedna z głównych ulic miasta.

Po zwiedzeniu nadwodnych rejonów wróciliśmy do hotelu i próbowaliśmy spać. Łatwo nie było. Mimo zmęczenia ciężko było nie słyszeć krzyków z ulicy i nie przejmować się duchotą panującą w pokoju. Czekaliśmy niecierpliwie na pierwsze przebłyski słońca, aby zerwać się i opuścić to dziwne miejsce. Chwilę później siedzieliśmy już nad wodą, przy stolikach należących do jednej z cukiernio-piekarni, piliśmy kawę i jedliśmy wyjątkowo słodkie croissanty. Jeszcze trochę nieprzytomni i lekko zmarznięci (wcale nie było tak ciepło) zaplanowaliśmy dalszą część dnia.

DSCN1295

Sporo przed południem wsiedliśmy do autobusu ruszającego z pętli w centrum miasta i ruszyliśmy na południe… do położonego dokładnie po drugiej stronie wyspy Maspalomas. Niespecjalnie jest co pisać o tym miejscu. Kurort, słońce, upał, plaże, drunki z palemkami, bogactwo. Nie ma nawet zwykłych sklepów spożywczych. Ale na pewno można się wygrzać. I właśnie po to tam pojechaliśmy. Szkoda tylko, że na plecach mieliśmy plecaki z całym naszym dobytkiem i w 40 stopniach błyskawicznie traciliśmy siły. Mimo to zrobiliśmy parę ładnych kilometrów po deptakach, przeszliśmy się po wydmach, poleżeliśmy na plaży i wzięliśmy szybką kąpiel. Staliśmy się też atrakcją turystyczną kiedy usiedliśmy na ławeczce przy jednym z eleganckich chodników i plastikowymi łyżeczkami wcinaliśmy arbuza. Bogaci emeryci odwracali się za nami, uśmiechali i pokazywali swoim żonom/mężom ten ewenement.

sun-3015546_1280

Po spędzeniu kilku godzin w upale i luksusowym otoczeniu musieliśmy zacząć żegnać się z wyspą. Uporządkowaliśmy rzeczy w pełnych już piasku plecakach, założyliśmy wygodne buty i poszliśmy na oddalony kolejne kilometry przystanek. Niepewnie czekaliśmy na ostatni autobus, który miał nas zawieźć w okolice kempingu. Mimo naszych obaw autokar rzeczywiście przyjechał i dowiózł nas do celu. Właściwie obyło się bez większych przygód, poza takimi drobiazgami jak to, że w autobusie nie było rozkładu (w internecie też nie), na przystankach nie było tabliczek z nazwami, kierowca nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za poinformowanie nas gdzie mamy wysiąść, w międzyczasie zrobiło się kompletnie ciemno, a nasz przystanek był w kompletnej dziurze, między niczym a niczym. Z pomocą map google udało nam się jednak dotrzeć na miejsce, a później znaleźć kemping w pobliskiej wiosce, na którym zarezerwowaliśmy parcelę z namiotem (swojego nie mieliśmy). Namiot, który odkryliśmy po dłuższych poszukiwaniach był typowym marketowym produktem, porwanym, z piaskiem na podłodze i dwoma cienkimi karimato-materacami. Z raptem kilku godzin, które spędziliśmy na kempingu nie spaliśmy więcej niż 2. Wiatr wiał nam do namiotu i huczał. A nad ranem, jeszcze przed wschodem słońca, musieliśmy wrócić na przystanek autobusowy i liczyć na to, że przyjedzie coś, co zawiezie nas na lotnisko. Zostawiliśmy sobie na tyle dużo czasu, żeby w razie potrzeby móc przejść pieszo te kilka kilometrów, ale ostatecznie obyło się bez tego. Dotarliśmy na lotnisko w cywilizowany sposób i tam już spokojnie czekaliśmy na samolot powrotny.

DSCN1164

Byliśmy tak zmęczeni, że chyba nawet nie było nam smutno. W strasznie wygodnym samolocie tanich linii lotniczych próbowaliśmy zdrzemnąć się chwilę, aby podróż do Berlina wydawała się krótsza. Prawie się udało. W końcu w środku dnia wylądowaliśmy na niemiecki lotnisku i uśmiechy wróciły na nasze twarze. Bardzo lubimy Berlin. Zaczęliśmy myśleć o tym, żeby zostać tam jeszcze dłuższą chwilę…

 

Poprzednia część historii: Wyspy Kanaryjskie cz. 7 – Teneryfa

Jedna myśl na temat “Wyspy Kanaryjskie cz. 8 – Gran Canaria

  1. Szkoda że na Gran Canarii wybraliście właśnie tylko Las Palomas – nie bez powodu nazywane miejscem Plaży Anglików bo właściwie poza emerytami i urlopowiczami nie ma ono charakteru. Zdecydowanie polecam środek wyspy. Malowniczą miejscowość Teror ale wiem życie i wakacji nie starczy na to wszystko 😘

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s