Pociągiem do Szczecina

Kupujemy bilety na pociąg na trasie Warszawa – Szczecin. Przewidywany czas przejazdu: 7h 35 min.

– Brać przedział czy bez przedziałów?

– Hmm, nie wiem. Może weź w przedziale. Będzie więcej miejsca na nogi.

I tak to się zaczęło. Nasza pierwsza od lat dłuższa podróż pociągiem. Przez całą Polskę. Przez prawie cały dzień.

O świcie pojechaliśmy na peron. My byliśmy trochę przed czasem, za to pociąg był lekko opóźniony. Wsiedliśmy do wagonu, znaleźliśmy swój przedział, swoje miejsca, usiedliśmy. Dwa miejsca obok siebie, przy samym wejściu. Starsza chuda pani siedząca przy oknie jadła właśnie mielonkę z puszki pomieszaną z dżemem ze słoiczka. Nikt się nie odzywał. Ruszyliśmy. Pani zamieniła mielonkę na serek. Jadła dalej. Widać było jej niepełną zębów szczękę. Jechaliśmy. Czasem ktoś do kogoś szepnął. Potem wszyscy zaczęli mówić coraz głośniej, choć nadal niepewnie. Chuda pani już nie jadła. Rozmawiała za to z inną panią (później się okazało, że jej znajomą), trochę pełniejszą, jakby bardziej wyrafiną, można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że elegancką i artystyczną. Naprzeciwko nas siedział facet koło pięćdziesiątki z, na oko dwunastoletnim, synem. Przepytywał młodego ze stolic miast europejskich. Ten niestety nie znał żadnej, za to tata wydawał się dumny z siebie, że je zna. Po stroju można było przypuszczać, że pochodzi z miejsca, w którym mało kto wie takie rzeczy. Chłopiec siedział trochę smętnie i mamrotał. Co jakiś czas poprawiał okulary, które godzinę wcześniej ojciec kupił mu w Rossmannie. Obaj byli z nich zadowoleni. Wreszcie dziecko w miarę dobrze widziało. Choć coś jeszcze nie było idealnie, ale teraz nie miało to znaczenia. Nasza czwórka oddzielona była od starszych pań siedzących pod oknem jeszcze dwiema osobami, na miejscach na przeciwko siebie. Kobieta w średnim wieku. Dość typowa, milcząca, zajęta swoimi sprawami. I młody chłopak. Siedział obok mnie. Na oko informatyk albo inny fizyk. Wysoki, pryszczaty, nieśmiały. Nie odzywał się. Rozwiązywał krzyżówkę. Jedną krzyżówkę, kolejnę, kolejną, kolejną. Żadnej nie udało mu się zrobić w całości. Nawet w połowie. Ale próbował dalej. Starał się na nikogo nie patrzeć. No i byliśmy my. We dwoje, z plecakami na półce, ze słuchawkami w uszach. Czasem patrzyliśmy na siebie pytająco. Jechaliśmy właśnie do Szczecina, aby dwa dni później znaleźć się już w samolocie na Wyspy Kanaryjskie. Czy Ci wszyscy ludzie wiedzą co to są Wyspy Kanaryjskie?

Stopniowo atmosfera się rozluźniała. Wszyscy oswoiliśmy się z obecnością obcych. Ludzie zaczęli się nudzić we własnym towarzystwie. Zaczęły się rozmowy.

Chuda pani (ta od mielonki z dżemem) okazała się być nauczycielką – sportowcem. Nie wiadomo czy uczyła wf-u. Na pewno jeździła z młodzieżą w góry. I była bardzo przywiązana do swojej pracy. Gdy dowiedziała się, że nijaka kobieta w średnim wieku także jest nauczycielką (choć matematyki), zaczęła podkreślać jak bardzo kocha dzieci i jak ważną rolę pełnią nauczyciele. Poza uwielbieniem do sportu i gór pałała też miłością do poezji. Była bowiem poetką. Tak samo jak jej spokojna koleżanka. Jechały właśnie na zlot poetów do ośrodka wczasowego nad morzem. Tam miały przez kilka dni tworzyć poezję i dzielić się refleksami. Nie dowiedzieliśmy się o chudej kobiecie dużo więcej. Wprawdzie bardzo dużo mówiła, ale ciągle o tym samym. Pozostałe kobiety nie mówiły zbyt wiele. Nawet jeśli próbowały, to nie mogły się przebić przez rozkręcającą się gadułę bez wielu zębów.

Trochę rozmów przeprowadziliśmy z panami. Tatą z synem. Ten trzeci, przez całą drogę odezwał się tylko raz. Podziękował gdy podsunęłam mu kilka słów do krzyżówki. Kolejnej, z którą miał problem. Dziękując chyba wstydził się na mnie spojrzeć, bo patrzył z ukosa, jakby nie mógł się zdecydować czy jest w stanie to zrobić czy jest zbyt nieśmiały. Rozmowy z chłopcem i jego tatą były wystarczająco ciekawe, by nie przejmować się dziwnym milczkiem. Udało nam się ich nawet zszokować. Chyba byliśmy pierwszymi ludźmi, których spotkali w życiu, którzy nie jedzą mięsa. Zrozumienie tego zjawiska wydawało się przerastać ich umysły. Usłyszeliśmy wszystkie pytania, które wegetarianie przytaczają w internecie. Gdy padło „To co Wy jecie? Podajcie jakiś przykład” zastanawiałam się, które artykuły z naszej lodówki mogą być dla nich nieznane i stwierdziłam, że większość. Podałam więc jedną z najprostszych opcji, która i tak wydała się dla nich szokująca. Chyba po prostu dlatego, że nie była schabowym z ziemniakami. Mimo pewnych trudności w zrozumieniu trochę sobie pogadaliśmy o życiu. W końcu jednak wymiękliśmy i delikatnie zakończyliśmy rozmowę.

Przyszedł moment, w którym zaczęliśmy odliczać czas do końca podróży. Nie przypuszczaliśmy, że kilka godzin w pociągu może być tak ciekawe i męczące jednocześnie. Później stwierdziliśmy, że na podstawie tego przejazdu można by nakręcić cały film. Kino drogi. Na tę chwilę jednak pozostaniemy przy wpisie na bloga. A następnym razem na pewno wybierzemy opcję bez przedziałów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s