Amsterdam – miasto rozpusty czy zwykłe miejsce do życia?

Korzystając z kilku wolnych zimowych dni wybraliśmy się do Amsterdamu. Tanie linie lotnicze dowiozły nas do Eindhoven, skąd błyskawicznie przedostaliśmy się pociągiem do stolicy. Ah, te ich cudowne pociągi… Nie była to nasza pierwsza wizyta w tym mieście, dlatego nie czuliśmy potrzeby dokładnego zwiedzania. Pierwszego dnia przeszliśmy się jednak wzdłuż i wszerz turystycznej części, żeby przypomnieć sobie okolicę. Tak jak poprzednio, nie byliśmy zachwyceni. Nadal uważaliśmy, że to rejon stworzony dla turystów, pełny plączących się ludzi szukających wrażeń. Żadna przyjemność łazić między nimi. Do tego było strasznie zimno. Posiedzieliśmy więc w klimatycznej (i ciepłej!) kawiarni i poobserwowaliśmy widoki za oknem.

DSC08768

DSC08809

Wieczorem coś nas jednak zaskoczyło. Niekoniecznie pozytywnie. Będąc w supermarkecie kupiliśmy butelkę wina. A raczej próbowaliśmy kupić. Okazało się, że jeśli przy kasie stoimy w dwie osoby i mamy mniej niż 25 lat to każdy z nas musi się wylegitymować. Dziwna zasada, ale ok. Nie byłoby problemu gdyby nie to, że jedno z nas miało wszystkie dokumenty pod ręką, a drugie (ja!) wpakowało swoje dokumenty głęboko do plecaka ze wszystkim. Tak więc trzeba było przy kasie wypakować z plecaka prawie wszystko, żeby znaleźć dowód. Niestety nie udało się mimo zawalenia podłogi bibelotami. Dokument był zbyt głęboko i nie pamiętałam gdzie (bezpieczeństwo przede wszystkim). Dał się jednak we znaki stres. Tak więc spakowałam wszystko z powrotem do plecaka i wkurzona wyszłam ze sklepu. Wina nie udało się kupić. Dobrze, że mieliśmy chociaż jedzenie. Na zewnątrz na spokojnie zajrzałam do plecaka i dowód się znalazł. Zdeterminowani wróciliśmy więc do sklepu i pokazaliśmy pani dwa dowody. Wyszliśmy z butelką wina. Wow.

DSC08785

Kolejnego dnia wybraliśmy się do mniej turystycznej części. I to było coś! Spacerowaliśmy uliczkami, przy których były lokalne knajpy, w których pracowali i jadali mieszkańcy miasta. Przeszliśmy się długą targową ulicą. Zajrzeliśmy do miejscowego parku. Zobaczyliśmy prawdziwe amsterdamskie życie. Bez coffee shopów, bez czerwonych zasłon, bez sklepików z pamiątkami, bez naciągaczy i innych dziwaków. Odkryliśmy za to trochę ciekawych zabytkowych samochodów i starych kamieniczek. Zjedliśmy śniadanie w baardzo klimatycznej knajpce. I jak wszędzie w Holandii – widzieliśmy mnóstwo rowerów. Zastanawialiśmy się nawet czy Holendrzy mają tylko po jednym rowerze czy mają ich kilka – jeden w domu, jeden na stacji metra, jeden na stacji metra przy pracy itp. Odpowiedzi jednak nie poznaliśmy.

DSC08799

Z kulturalnych atrakcji turystycznych udało nam się zwiedzić muzeum Van Gogha. Wielki, nowoczesny, pełny ludzi budynek. Dla nas trochę za mało obrazów. I mógłby być inny malarz 😉

DSC08801

Amsterdam nigdy nie będzie naszym ulubionym miejscem. Fajnie jednak go zobaczyć. Zawsze też fajnie zmienić otoczenie chociaż na trochę. Przespać się w hotelu. Przejechać pociągiem czy przelecież samolotem. Od razu robi się lepiej i nawet zima nie jest taka straszna!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s